Warszawski kanar odpowiada na pytania, które chcieliście zadać.

Opublikowano: 23-10-2018

Wróć do spisu artykułów



Dlaczego zdecydowałeś się na taką pracę?
Piotr*: Od zawsze obracałem się w środowisku ludzi interesujących się transportem. Kiedy byłem na studiach, przeczytałem na jednym z forów poświęconych tej tematyce, że ktoś pracuje jako kanar i poleca ten zawód studentom, bo można dobierać sobie godziny pracy, pieniądze są niezłe i że tak naprawdę to nie jest nic strasznego. Pomyślałem: co mi szkodzi? Złożę papier, najwyżej mnie nie przyjmą. Przyjęli i tak od kilku lat jestem kontrolerem biletów ZTM.

Jakie były najlepsze, najdziwniejsze i najgorsze wymówki, które słyszałeś od ludzi jadących bez ważnego biletu?
Kiedy mnie teraz o to pytasz, wszystkie te wymówki zlewają mi się ze sobą. Najczęściej słyszysz rzeczy, typu: zostawiłam/-em w domu portfel, więc nie mam biletu, dokumentów i pieniędzy; co czasem rzeczywiście bywa wiarygodne. Wciąż jednak zdarza się klasyczne „moją kartę miejską zjadł pies i czekam na wyrobienie nowej”. Pomijając fakt, że taka osoba i tak powinna mieć przy sobie ważny bilet, to o ile mi wiadomo, kartę można wyrobić do ręki, jeśli przyjdzie się ze zdjęciem do odpowiedniego punktu.

Jeśli ktoś nas złapie na jeździe bez biletu, to czy istnieje jakiś sposób, żeby się wymigać od płacenia mandatu?
Jedynym znanym mi sposobem jest wykorzystanie tego, że kontrolerowi zależy na czasie i to nie jest w jego interesie, by przeciągać zbyt długo jedną sprawę. Jeżeli nie masz przy sobie dokumentu, z którego mogę cię spisać – wzywam policję, która przyjedzie i sprawdzi w bazie twoje dane, z których będę mógł wystawić wezwanie. Cały ten proces trwa zazwyczaj ok. 30-40 minut. Jest duża szansa, że znaczącej liczbie kontrolerów nie będzie się chciało tyle czekać. Oczywiście ten system ma też swoje wady (dla pasażera): jeśli policja znajdzie u osoby zatrzymanej ten dokument, to dodatkowa opłata (oprócz naszej ZTM-owskiej) wynosi 500 zł.

Czy kontrolerzy dostają prowizję od wystawianych mandatów?
Nie od wystawianych, ale od zapłaconych i to ta prowizja jest główną częścią wynagrodzenia. Dlatego właśnie nie zależy nam na czekaniu 40 minut. Oczywiście prowizje przychodzą z opóźnieniem, dlatego w umowie, którą podpisujemy, jest informacja, że prowizja może być dosyłana nawet do roku od zakończenia pracy. Przez to też kiedy zaczynasz w tym zawodzie, nie możesz tak naprawdę przewidzieć, ile dostaniesz pod koniec miesiąca. Później to się uśrednia, bo spływają rzeczy, które były windykowane wcześniej.

Jaka jest najgorsza rzecz, która cię spotkała w pracy?
Na szczęście zawsze udawało mi się unikać poważniejszych starć, więc poza szturchnięciami i popchnięciami żadna fizyczna krzywda mnie nie spotkała. Pamiętam tylko jedną taką sytuację: złapałem pasażera bez biletu, wziąłem od niego dokumenty, spisałem dane, dałem mu kwit do podpisu, a on wyczekał, aż autobus się zatrzyma, wyszarpnął mi cały bloczek i zaczął uciekać. Było to dla mnie o tyle problematyczne, że to ja odpowiadam za druki, więc musiałbym za nie zapłacić. Poszedłem z tym na policję, a oni pojechali na interwencje.

Skąd wiedzieli, gdzie znaleźć tego człowieka?
Bo kiedy wyrwał mi cały bloczek, to jego wezwanie, na którym były wszystkie dane, zostało mi w dłoni.

Geniusz zbrodni.
Tak. Natomiast słyszałem gorsze historie od kolegów z pracy. Kiedy jeździsz w nocy autobusami, nie zawsze masz ze sobą ochroniarzy; to czy z tobą jadą, zależy do twojej umowy. Tylko kontrolerzy na umowie o pracę dostają ochronę, natomiast większość (w tym ja) jest na zleceniu. Wtedy jesteśmy zdani na siebie – wchodzimy we dwóch do transportu i sprawdzając bilety, wzajemnie się pilnujemy. Ale wracając do tego, co słyszałem: 2-3 miesiące temu na metrze Marymont ktoś zepchnął kontrolera na tory. Na szczęście skończyło się tylko na stłuczeniach. Były też historie, że ktoś od nas dostał nożem w brzuch. Takie ryzyko zawodowe, z tym że dużo – moim zdaniem – zależy od samego kontrolera.

To znaczy?
Dużo potencjalnie niebezpiecznych sytuacji da się zdusić, zanim zdążą eskalować. Regulamin określa bardzo wyraźnie, że jeżeli tylko czuję się zagrożony, mam obowiązek przerwać czynności. Oczywiście jest grupa kontrolerów, która jest na tyle zacięta, że w każdym przypadku ten dokument od ciebie dostanie.

Kiedy wchodzisz do transportu, to czy jest coś, po czym od razu poznajesz, że ktoś nie ma ze sobą ważnego biletu?
Jest coś takiego, co pozwala rozpoznać się wzajemnie: kanarowi i gapowiczowi. Kiedyś ludzie stawali na przedzie autobusu lub tramwaju i skanowali przystanki – jeśli uznali, że ktoś ze wsiadających jest kontrolerem, szybko wysiadali. Teraz dużo osób korzysta z aplikacji w telefonach i w trakcie kontroli kupują bilety. Tyle, że kiedy dostaje taki bilet, widzę, kiedy został kupiony (czyli po rozpoczęciu kontroli), więc to łatwo wyłapać.

Czyli nie akceptujesz takich biletów?
Oczywiście, że nie. Informuję, że bilet jest nieważny, bo został zakupiony po rozpoczęciu kontroli (na moją korzyść działa przecież monitoring pojazdu, który zawsze można sprawdzić). Co ciekawe, te osoby nigdy się nie awanturują – jakby wiedziały, że przyłapałem ich na oszustwie.

Jak sobie radzisz ze stresem?
Ja nie odczuwam stresu na ulicy, robiąc w terenie. Teraz na co dzień częściej pracuję w biurze, tam jest stres.

Jak to możliwe?
Z biura wychodzę po 8 godzinach, czasami po 10; myślę wtedy o tym, czego nie zdążyłem zrobić, do kogo nie wysłałem maila, którego raportu nie skończyłem, kto czeka na wiadomość ode mnie, co mogłem zrobić lepiej. Po kontroli natomiast zdaję sprzęt, wychodzę na ulicę i jestem wolny. To bardzo oczyszczające uczucie.

Kto częściej nie ma ze sobą biletu: młodzi, czy osoby starsze?
Nie ma na to najmniejszej reguły. Pełen przekrój społeczeństwa. Ludzie biedniejsi i ludzie pod krawatem. Nie tak dawno, podczas kontroli w metrze w jednym z wagonów był bezdomny, jechał z całym swoim dobytkiem i wyjątkowo intensywnie pachniał. Poprosiłem grzecznie, żeby opuścił wagon, a on mi na to, że mogę mu naskoczyć, bo on ma kartę miejską. No i rzeczywiście miał, na swoje nazwisko.

Czy ta praca się opłaca?
Finansowo jak najbardziej tak. Sprawdzając ludziom bilety, zarabiam powyżej średniej krajowej. Jak na pracę, która nie wymaga specjalnych kwalifikacji (poza odpornością na stresogenne sytuacje i obelgi) to całkiem nieźle. A im więcej ciśniesz, tym więcej dostajesz. Tyle że i w tym kryje się pewna pułapka.

To znaczy?
Jeżeli zostaniesz w tym dłużej, np. na umowę o pracę, to jeśli powinie ci się noga i będziesz musiał poszukać sobie innego zawodu, możesz mieć z tym duży problem. Po 20 latach kanarki w CV raczej nie znajdziesz już nigdzie podobnie płatnej pracy. Dlatego zostałem na umowie zlecenie, to mój wentyl bezpieczeństwa.

Za co najbardziej lubisz swoją pracę?
Za jej dynamikę, za to, że każdy dzień jest inny, że sam sobie wybieram, kiedy pracuję. Na jedną niemiłą osobę dziesięć się do mnie uśmiechnie. W mojej pracy spotykam przeważnie pogodnych ludzi.





Back to top
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Rozumiem